Zęby i burza…

mają ze sobą mnóstwo wspólnego… Przez wyrzynające się zęby oraz przez wystąpienie w ostatnich dniach burzy magnetycznej w Kosmosie nasza dzielna Juleczka bardzo źle się czuje.

Dodatkowo zapalenie układu moczowego, które przyplątało się Julce w zeszłym tygodniu sprawiają, że jest wyjątkowo wymęczona… Julka bardzo kiepsko je i nie jest w stanie usiąść do lekcji, których znowu mamy dużo do nadrobienia. Na szczęście uśmiech pojawia się w najmniej spodziewanych momentach a to, co sprawia Juleczce najwięcej radości to są puzzle. Julka układa puzzle codziennie, bardzo wytrwale i sprawnie. Puzzle powyżej 100 a nawet 150 elementów nie sprawiają jej w tej chwili żadnej trudności. Tak naprawdę to puzzlowanie to najprzyjemniejsza część dnia pośród przykrych epizodów choroby…

W związku z bardzo obniżonym apetytem Julki konieczne było dokonanie zmian w jej jadłospisie. Od ponad 1,5 tygodnia trzeba Julce przygotowywać łatwe do pogryzienia dania, jak najmniejsze objętościowo a przede wszystkim trzeba było zmniejszyć kaloryczność posiłków, i to znacznie. Mniejsza ilość kalorii w Julki posiłkach będzie do czasu, kiedy zacznie lepiej jeść i kiedy najprawdopodobniej wypadną mleczaki, które już dość mocno się ruszają.

Póki co walczymy o lepszy aptetyt, bo dobry humor powolutku wraca.

A gdyby ktoś chciał się z nami podzielić zbędnymi puzzlami, które zalegają w ciemnych kątach szaf lub piwnic to bardzo się polecamy… Przyjmiemy każde ilości…

WP_20161122_10_24_25_Pro — kopia WP_20161122_10_39_00_Pro — kopia

Nauka w domku…

następuje praktycznie codziennie po lekcjach, kiedy mamy do nadrobienia zaległości szkolne lub do odrobienia pracę domową. Julka uczy się w domu ze mną, chyba dzięki mojej wiedzy teoretycznej ze studiów i praktycznej mam łatwość w uczeniu dziecka o specjalnych potrzebach edukacyjnych… Podczas pracy w domu wspomagamy się różnymi materiałami poza tymi szkolnymi- słuchamy tematycznie muzyki z youtube, szukamy dodatkowych wiadomości w różnych książkach… Śmiejemy się przy tym, robimy śmieszne miny… Czasem też denerwujemy się na siebie, kiedy nie możemy się zrozumieć… Czasem pojawiają się łzy na Julki oczach, czasem trzeba konsekwentnie wymagać wykonania danego zadania… Julka bardzo często miewa swoje pomysły na wykonanie ćwiczenia… I to jest chyba najtrudniejsze… Niekiedy trudno jej wytłumaczyć, że to zadanie należy wykonać w konkretny sposób. Dzie o specjalnych potrzebach edukacyjnych patrzą na świat zupełnie inaczej… Inne rzeczy są dla nich ważne, inaczej podchodzą do różnych zadań… Bo dlaczego akurat tak, a nie tak… Trudne to, naprawdę… Najważniejsze jednak, że się kochamy i że zależy nam… Wtedy jest łatwiej, ponieważ kiedy przychodzą trudne momenty mam w pamięci te chwile, kiedy udaje się z Julką dojść do wspólnego rozwiązania problemu. Podczas odrabiania lekcji włączamy muzykę, którą Julka lubi, taka bardziej wyciszającą i wtedy nauka przychodzi z jeszcze większą przyjemnością…

WP_20161109_13_17_13_ProWP_20161109_13_15_46_Pro

Nasze poranki…

… zaczynają się wcześnie, tzn. Julka wstaje o godzinie 6 rano, ale też zdarza się że sporo wcześniej. I mimo tych wczesnych pobudek Julka śniadanie zazwyczaj zaczyna jeść o 7 rano. Wcześniej jej organizm musi się rozbudzić, żeby w ogóle pomyśleć o jedzeniu. Karmienie jej „na siłę”, zachęcanie nie ma sensu, dlatego też staram się nie pospieszać Julki za bardzo. Przez to, że Julka je śniadanie dość długo,  a dojazd od nas z domu do Julki szkoły, która mieści się w centrum zajmuje sporo czasu to przyjeżdżamy do szkoły na drugą lekcję. Próbowałam budzić Julkę wcześniej, była też próba zjedzenia śniadania w szkole, ze wcześniejszym wyjściem, ale skończyło się na pozostaniu przy wersji dłuższe śniadanie w domu o 7 rano. W szkole, na świetlicy Julka za bardzo się rozpraszała, za dużo ciekawych spraw działo się wokół niej. Poza tym, pora jesienna i zimowa to czas, kiedy lepiej nie wychodzić na zewnątrz bez śniadania. Dlatego też nasz rytm początków dnia ustaliła sama Julka, ona dobrze wie, co dla niej najlepsze…

Ostatnio zasmakowały Julce sałatki oraz placuszki. Placuszki ze śmietaną, można robić na ostro lub na słodko ze stewią. Julka woli od niedawna na słodko… Miksujemy jajko, dodajemy Ketocal (ok. 15 g) i olej kokosowy (ok.20 g). Powstaje dość gęsta masa, którą wykładamy łyżeczką na patelnię, formując małe placuszki. Do placuszków nmożemy podać owoce lub warzywa. Można też polać placuszki śmietaną lub dodać do masy kakao i wtedy powstaną nam czekoladowe placuszki. Julka powiedziała dzisiaj rano, że są PRZEPYSZNE!!!

WP_20161105_14_06_51_Pro WP_20161107_06_53_27_Pro

Nasze olejowe odkrycia…

Na polskim rynku znajdziemy coraz więcej nowości, jeśli chodzi o oleje i oliwy… W związku z tym, że lubimy testować i eksperymentować nowe produkty spożywcze, to tym razem chciałabym przedstawić nasze nabytki z ostatniego czasu. Jest tego sporo, a smak naprawdę wspaniały…

Polecam szczególnie 2 firmy:

1) Bio Planete

2) Olmuhle

Produkty obu firm niestety nie należą do tanich, ale szczerze mogę polecić te oleje, które mamy już z Julką wypróbowane:

1) Bio Planete Olej z krokoszu barwierskiego

2) Bio Planete Olej z miąższu awokado

3) Bio Planete Olej z prażonych migdałów

4) Bio Planete Olej z prażonych pestek dyni

5) Bio Planete Oliwa z oliwek extra virgin Kreta Bio

6) Dary natury Olej z pestek dzikiej róży

7) Olmuhle Bio olej konopny

8) Olmuhle Bio olej z czarnuszki siewnej (czarnegio kminu)

9) Olmuhle Olej kokosowy Bio na zimno tłoczony

10) Olej lniany prosto z Ukrainy, najczystsza postać, prosto od rolnika

Mamy całą lodówkę nieźle zaopatrzoną we wszelkiego rodzaju oleje i tak naprawdę każdego dnia, na każdy posiłek mogę podać inny lub zrobić kombinację kilku olejów. Polewamy sałatki Julce, dodajemy do placuszków a także dajemy prosto do buzi, tak jak Julka lubi najbardziej.

Dla nas inne oleje, niż sama oliwa z oliwek to bardzo duże urozmaicenie. Julce bardzo smakują wszystkie, a i reszta naszej rodziny korzysta z ich dobroczynnych właściwości zdrowotnych dodając do różnego rodzaju sałetek czy też koktajli.

Szczególnie polecamy sklep internetowy Fresh and Eco. Praktycznie wszystkie oleje, jak również nasiona i ziarna, ciasteczka, jogurty i herbatki kupujemy w tym sklepie. Wybór jest duży, szybka wysyłka i fantastyczna obsługa. Bardzo polecam.

WP_20161101_14_59_16_Pro

Lubimy …

wszystko to, co zawiera czekoladę/ kakao oraz to, co sezonowe…

Jako, że jesień za oknem to tym razem podałam na kolację to, co możemy kupić jesienią i zimą. Cytrusy w połączeniu idealnym, czyli naleśniki czekoladowe z owocem granatu…

Jakie właściwości ma granat i jak się go obiera? Wiele informacji można znaleźć u dietetyka Google oraz poszukać filmików na youtubie. Mi przypadł do gustu szczególnie jeden sposób obierania granatu (jest wyjątkowo prosty):

Granaty mają wiele cennych składników odżywczych, są owocem bogatym w witaminy i minerały. Granat określany jest jako „eliksir młodości”, ponieważ zawiera sporą porcję witaminy E i C. We wnętrzu granatów ukryte są duże ilości cynku, magnezu, potasu, selenu, beta-karotenu…

Dzisiaj, kiedy kupowałam granat nie wiedziałam, jaki owoc wybrać. Ciemniejszy czy jaśniejszy… Nie wiedziałam, który będzie już odpowiedni na teraz do zjedzenia. A więc jak znaleźć odpowiedni owoc na sklepowych półkach? Okazuje się, że najsmaczniejszy granat to ten, którego skórka nie będzie ciemno-czerwona (to już najczęściej przejrzały owoc, którego ziarna już zaczynają proces fermentacji). Warto sięgać po te możliwie najjaśniejsze i zarazem odporne na delikatne wgniecenia pod palcem.

Owoc granatu poprawia nam humor, poprawia koncentrację a także odświeża umysł. Jest idealny dla cukrzyków i osób stosujących wszelkie diety. Od dzisiaj będzie na naszym stole chyba codziennie.

WP_20161026_19_25_31_Pro

Trochę w szkole, trochę w domku…

Tegoroczna jesień nie jest zbyt łaskawa dla Julki. 3 dni w szkole we wrześniu, następnie niecałe 2 tygodnie szkoły w październiku i znowu od kilku dni jesteśmy przymusowo w domu. Póki co przeziębienie, tylko… Ale niedługo pewnie czeka nas wizyta u lekarza, co by osłuchał, czy przypadkiem nie zeszło Julce znowu na płucka. Tym razem udało nam się postawić Julce bańki. Kilka dni po „bańkowaniu” koniecznie trzeba wysiedzieć i wygrzać się w domu. Bardzo sprawdza się też zakupiony niedawno smalec gęsi do „grzania” plecków i Amol lub spirytus do smarowania stópek na noc. Inhalacje z soli i Olbasu, nawilżanie powietrza, oklepywanie… Sporo tego, ale trzymam kciuki, żeby się udało… Żeby tym razem obyło się bez antybiotyku…

Przecież szkoła czeka… Zaległości szkolne udało nam się nadrobić, karty pracy z 4 tygodni oddałyśmy do pani wychowawczyni, szkoda tylko tych wielu zajęć i terapii, które Julka ma pomiędzy zajęciami w szkole i kontaktów z dziećmi w klasie. Religia, integracja sensoryczna, logopeda, pedagog, dogoterapia… Tego nie nadrobimy w domu. Niestety rehabilitacja, na którą jeździmy po szkole chwilowo też musi poczekać. Teraz trzeba się wygrzać i wykurować. Wirusy szaleją wokoło, dlatego my staramy się z nimi walczyć, jak tylko się da… Kiedy tak zastanawiam się dlaczego Julka tak często choruje, mimo że odporność w badaniach wychodzi w normie, wszelkie przeciwciała sprawdzone, to od razu nasuwa się jedna odpowiedź- następuje zmęczenie materiału. Dla Julki musi być to ogromny wysiłek,  nauka i terapie po szkole, w końcu po jakimś czasie po prostu organizm zaczyna odmawiać posłuszeńtwa. I mimo że ograniczyliśmy rehabilitację po szkole do niezbędnego, ale też efektywnego minimum, to i tak co kilka tygodni Julkę łapie infekcja. Raz mniejsza, raz poważniejsza ale jednak… Wiem, że te przerwy są dla Julki organizmu niezbędne, choć muszę przyznać, że i ja niekiedy tracę cierpliwość, kiedy trzeba być przez kilka tygodni w domu i nie można wyjść nawet na zwykły spacer z dziećmi.

A jeszcze nie tak dawno Julka hasała po mokotowskich alejkach parkowych i wdychała jesienne powietrze… Ach, jak mi tego brakuje… Póki co pozostaje nam wyglądanie za okno i podglądanie sikorek, które od niedawna przylatują do nas codziennie na śniadanie, obiad i kolację… Julka uwielbia zwierzęta: koty, psy, ptaki… Bardzo się cieszy, kiedy może być bliżej nich… Póki co w domu brakuje nam trochę zwierzaka, takiego do pogłaskania i przytulenia… Marzymy o kocie, ale póki co to tylko marzenia… Może kiedyś się spełnią???

WP_20161006_11_57_17_Pro WP_20161009_12_40_38_ProWP_20161020_08_50_03_Pro WP_20161002_08_44_35_Pro

Kolorowo- Bazarkowo…

Jesień zawsze nastraja… Nastraja do refleksji, mobilizuje do przykucnięcia i zastanowienia się nad relacjami międzyludzkimi… Nastraja do weryfikacji pewnych spraw w życiu…

Mnie jesień nastraja również do poszukiwania innych ścieżek… Nowe rozwiązania w kuchni, na talerzu- i to nie tylko w Julki posiłkach… Jest tyle różnych możliwości, każdy dopasowuje zakupy do swoich smaków, możliwości finansowych, ale też jeśli chodzi o dostępność poszczególnych składników dań.

O tej porze roku, możemy wprowadzać do naszego menu przepyszne winogrona, pigwę, żurawinę, orzechy laskowe, dynię a także jabłka, najlepiej niepryskane, ze sprawdzonego źródła. Na bazarku koło naszego domu można kupić również jaja od zielononóżki, a także przeróżne warzywa od rolnika: paprykę, marchewkę, seler, pietruszkę a nawet fasolę ze wsi…

Moim ostatnim odkryciem jest smalec gęsi. Nie wiem, czy ktoś z Was już stosował? Okazuje się bowiem, że można go używać do gotowania, w książkach kucharskich, szczególnie tych starych, jest mnóstwo przepisów do wykorzystania. Smalec gęsi można również stosować zewnętrznie przy różnych schorzeniach, m.in. chorobach układu oddechowego, chorobach reumatycznych jak również przy miażdżycy. U nas póki co sprawdza się jako maść rozgrzewająca oraz tłuszcz do smażenia, ma wysoki punkt dymienia.

Bazarki to magiczne miejsca. Ludzie, których tam można spotkać, sprzedający i kupujący to specyficzny gatunek ludzi. Ja chyba też wpisuję się w ich specyfikę. Nie zadowalam się byle czym, jeśli chodzi o żywność. Dopytuję, bo chcę być świadomym konsumentem, bo lubię wiedzieć, co kładę rodzinie na talerze… Bazarki to kolorowe miejsca, trochę tak jak moje spojrzenie na życie…

Ja uwielbiam bazarkowe klimaty, natomiast nie znoszę supermarketów. Jadę tam tylko, wtedy kiedy naprawdę muszę. Dodatkową korzyścią z robienia zakupów od rolnika jest spacer, nawet kiedy jest zimno. Trzeba się porządnie opatulić, czapka, szalik, ciepłe buty i ruszamy na podbój bazarkowych stoisk…

Moja propozycja na jesienne obiady? Jajo sadzone na ciepło, z podduszoną na masełku papryką i cebulką, przyprawiona pieprzem, kurkumą i ostrą, a dodatkowo intensywnie pachnący brokuł i żurawiną do pochrupania… Ale jajka można podawać też na milion innych sposobów: na miękko, w postaci jajecznicy, w paście jajecznej z dodatkami, w koszulce… Smacznie? Oczywiście, dodatkowo taki posiłek rozgrzeje ciało od środka i doda pozytywnej energii na resztę dnia…

WP_20161013_12_14_53_Pro

Deserova Jesień…

Jakoś tak deserowo się u nas zrobiło ostatnio. Może dlatego, że i ja mam ochotę na słodycze… W każdym razie wena mnie nie opuszcza i chętnie kombinuję dla Julki smakołyki. Tym razem na dzisiejszą kolację przygotowałam ciasteczka migdałowe z żurawinkami.

Co będzie potrzebne?

1) Mąka migdałowa (ok.15g)

2) Olej kokosowy (ok.20g)

3) Białko jaja kurzego (ok.20g)

4) Masło (ok 5g)

5) Ketocal 4:1, Nutricia (ok.10g)

6) Orzechy nerkowca (ok.5g)

7) Żurawina (ok.10g)

8) szczypta soli

9) szczypta stewii

Wszystkie suche składniki oraz masło i olej kokosowy zmiksowałam na wysokich obrotach. Z białek ubiłam pianę, dodając odrobinę soli. Połączyłam wszystkie składniki razem, dosładzając odrobiną stewii na koniec. Ciasteczka udekorowałam odważoną żurawiną. Do piekarnika nagrzanego do ok.165 stopni Celsjusza wstawiłam blaszkę z ciasteczkami ułożonymi na papierze do pieczenia. Po ok.10 minutach odwróciłam ciasteczka na drugą stronę. Jeszcze tylko kilka minut i ciasteczka są gotowe. Powinny odpocząć około 30 minut przed spałaszowaniem.

Smacznego!

 WP_20160921_18_51_03_Pro

Żurawina w czekoladzie…

 

WP_20160918_17_13_41_Pro

 

 

 

 

 

Tego u nas jeszcze nie było…

Czekoladowy budyń z żurawiną… 2 ulubione smaki Julki… Słodki i kwaśny w jednym…

Nie da się??? A jednak… Najbardziej kręci mnie to, co dla wielu wydaje się niemożliwe…

Przy stosunku ketogennym 3,75 : 1, tzn. przy naprawdę dużej ilości tłuszczu w posiłku jest coraz trudniej… Ale jest możliwe przygotować pyszne, smacznie wyglądające danie, a nawet deser…

A więc proszę… Podaję przepis (bez dokładnej gramatury):

1) Kakao (ok. 5 g)

2) Ketocal 4:1, Nutricia (prawie 30 g)

3) Śmietana 18 % (ok.20g)

4) Olej kokosowy (ok.15g)

5) Żółtko jaja ugotowanego na twardo (ok.15g)

6) Żurawina lub maliny, poziomki, truskawki, jagody, borówki… (ok.20g)

7) Stewia do posłodzenia budyniu (szczypta)

Najpierw odważamy wszystkie składniki. Wsypujemy i wlewamy do je pojemnika, w którym będziemy miksować. Owoce odkładamy do dekoracji. Na koniec wlewamy powolutku gorącą wodę. U nas wyszło około 60-70 ml wrzątku. I miksujemy. Wlewamy naszą masę do miseczki i dekorujemy owocami.

Wyszło mega pysznie.

Keto-Budyń gotowy!!!

WP_20160918_19_15_23_Pro WP_20160918_19_15_49_Pro WP_20160918_19_15_53_Pro WP_20160918_19_20_16_Pro

Dziecięce L4…

Dopiero co zaczął się nowy rok szkolny, a Julka po 3 dniach lekcji została niejako zmuszona do zostania w domu. Najpierw była kontuzja stopy, nie obyło się bez ostrego dyżuru i zdjęcia rentgenowskiego, a po kilku dniach usg stopy. Dzięki Bogu z nogą już znacznie lepiej, chociaż nadal siedzimy w domu. We wtorek przyplątał się Julce katar, potem doszedł okropny kaszel. Wczoraj okazało się, że wypadł jej ząbek, a dzisiaj, że jest już niestety zapalenie oskrzeli i pani Doktor, jedna z naszych dwóch ulubionych, przepisała jej antybiotyk. Mamy więc taki mały szpital domowy, robimy inhalacje, oczyszczamy nosek z kataru, nawilżamy powietrze w mieszkaniu, a w międzyczasie się bawimy. Niestety 2 klasa to już nie przelewki i pomiędzy tymi wszystkimi zajęciami próbujemy odrabiać lekcje. Nie chcemy, żeby Julka miała duże zaległości, więc staramy się odrabiać karty pracy w miarę na bieżąco. Jest to niestety czasochłonne i kosztuje Julkę dużo wysiłku. Bardzo przy tym wszystkim protestuje i krzyczy na głos, przez otwarte okno: „Na pooooomooooc! Ratuuunku!!! ” Tekst pochodzi z bajki pt. „Przygody Baltazara Gąbki”. Brzmi zabawnie, ale zmusza mnie to do tłumaczenia dość głośno, żeby sąsiedzi usłyszeli: „Julka odrabiasz lekcje, nic Ci się nie dzieje”. Bóg wie, co ludzie są gotowi pomyśleć. A tak naprawdę, to dziękuję Bogu, że jestem z wykształcenia pedagogiem i potrafię pewne zachowania wyegzekwować… Z własnym dzieckiem oczywiście jest znacznie trudniej, ale jakoś udaje nam się dogadać z Julką. Wymaga to wiele cierpliwości, ale cierpliwość popłaca…

A w naszej kuchni… Przyprawy w postaci kurkumy, czarnego pieprzu a także ostrej papryki są już na wierzchu. W lodówce świeży imbir i czosnek… Na gazie nastawiony rosół z wiejskiej kury, który posłuży nam jako bulion do wszelkiej maści zup, które obecnie są u Julki na topie, ze względu na trudności w przełykaniu pokarmów. Czosnek i imbir oraz gorący rosół rozgrzewają od środka, działają przeciwzapalnie i pomagają wrócić szybciej do zdrowia.

A zatem życzcie zdrowia i trzymajcie kciuki, żeby Julka mogła jak najszybciej wrócić do szkoły…

WP_20160912_18_49_21_Pro WP_20160916_12_50_13_Pro